< Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna w Janowie Lubelskim WITA !

Oferta | Procedury | Dokumenty do pobrania | Godziny pracy | Kontakt | Opinie | Orzeczenia





„ Z doświadczeń pedagoga - dyslektyka";




Pewnie już sam tytuł zaintrygował niektórych czytelników i padło pytanie: pedagoga – dyslektyka? Otóż tak! Właśnie jestem długoletnim pedagogiem, ale też dyslektykiem, a ponieważ problem ten dotknął mnie osobiście, dlatego też chciałabym się z czytelnikiem podzielić własnymi doświadczeniem i jako dyslektyk i jako pedagog.

Może więc zacznę od dysleksji. I tu parę wspomnień z początków mojej nauki. Pamiętam naukę literek i moje zdziwienie, kiedy pani powiedziała, że piszę nie w tych liniach, co trzeba. Wtedy myślałam: a co to za różnica, w których liniach piszę? Linijki ciągle mi się myliły, ale nauka czytania to był dopiero horror. Znałam już wszystkie literki i w żaden sposób nie potrafiłam kilku złożyć w sensowną całość. Byłam bystrym i zdolnym dzieckiem, świetnie liczyłam, w mig pojmowałam wiadomości szkolne przekazywane na lekcjach przez nauczyciela, ale czytanie było prawdziwą „kulą u nogi”, a przebrnięcie przez jakąkolwiek lekturę graniczyło wręcz z cudem. Byłam na tyle sprytna, że podpytywałam koleżanki, które lekturę przeczytały i zawsze lepiej czy gorzej, ale znałam treść lektur. Jeszcze kilka lat temu, zanim moja córeczka przyniosła lekturę o krasnalu, która swoją objętością nie przekraczała kilku kartek, w moim wyobrażeniu i wspomnieniu z dzieciństwa, lektura ta stanowiła ogromne tomisko. W pamięć wryła mi się jako gruba księga, bo dla mnie, jako dyslektyczki zwyczajnie była nie do przebrnięcia i mimo, że kilkakrotnie się za nią zabierałam, to i tak jej nie przeczytałam. Dosyć dobrze radziłam sobie w szkole, ale głównie korzystałam z lekcji, pilnie słuchając, co tłumaczą nauczyciele, po to, abym w domu nie musiała czytać lekcji z podręcznika, bo zajmowało mi to bardzo dużo czasu. Mimo, że byłam ambitną uczennicą, to byłam też zwykłą ruchliwą dziewczynką, która miast uczyć się z książek, wolała pograć w ówczesnego „palanta”. Następne bardzo przykre doświadczenie, które było dla mnie ogromną traumą, ponieważ pamiętam je do dziś, miało miejsce w klasie VI na geografii. Faktem jest, że uczniowie klasy VI bez dysfunkcji czytają płynnie, ja niestety nie czytałam. Nauczyciel od geografii kazał głośno przeczytać elementy stroju górala i góralki, a ja nie dość, że nadal głoskowałam z syntezą to opisy te zawierały zwroty bardzo specyficzne, jak choćby „kierpce”, których ja w żaden sposób nie mogłam poskładać w cały wyraz. Pan bardzo szybko zorientował się, że głośne czytanie na forum klasy jest dla mnie nie do pokonania i wyznaczył kolejną uczennicę do głośnego czytania. Efekt tego zdarzenia niestety był taki, ze cała klasa, a potem pół szkoły śmiało się ze mnie, że niby taka dobra uczennica, a czytać nie umie. Dzieci są zwykle bardzo szczere, ale i bardzo okrutne, dokuczały mi, że moje bardzo dobre oceny są niesprawiedliwe, bo przecież wszyscy wiedzą, że nie umiem czytać, a wtedy nikt tego problemu nie diagnozował i nie było mowy o jakiejkolwiek opinii, która dawałaby mi jakąś ochronę przed takimi zdarzeniami. Na moje szczęście jakoś w liceum nikomu nie przyszło do głowy, aby kazać mi czytać na forum klasy. Miałam nieco problemów z nauką języków obcych, ale dzięki swojej pracy, wytrwałości i uporowi nasze tak zwane stare liceum skończyłam z wynikami bardzo dobrymi i bez problemów dostałam się na studia. I tu pojawił się kolejny problem. Będąc w liceum zorientowałam się, że dużo szybciej się uczę kiedy czytam sobie na głos albo mówię sama do siebie – teraz wiem, że jest to po prostu dobra pamięć słuchowa, wówczas tego nie wiedziałam i musiałam odkryć metodę uczenia się, ale jak uczyć się na głos w akademiku? W obecności 3 innych osób, z których na dodatek jedna uczy się przy włączonym radio? Po miesiącu tej katorgi miałam dosyć studiów, ale nie poddałam się dzięki mojej mamie. Wypracowałam sobie znowu swoją metodę nauki: kserowałam wszystkie materiały (co 25 lat temu tanie nie było) i szłam się uczyć nad Wisłok, tam gdzie nikt mnie nie słyszał. I znowu dzięki własnej pracy i uporowi studia ukończyłam z wynikiem bardzo dobrym, a czytać płynnie nauczyłam się już po studiach czytając swojemu, teraz już prawie dorosłemu synowi, bajki.

A skąd wiem, że jestem dyslektykiem? Bo kiedy zaczęto diagnozować problem w poradni, poprosiłam koleżankę psycholog aby i mi zrobiła takie testy. One to właśnie potwierdziły moje przypuszczenia.

A teraz z punktu widzenia pedagoga.
Problemy w czytaniu i pisaniu rzeczywiście istnieją, wbrew temu, co twierdzą sceptycy tego zagadnienia. Można je jednak pokonać, ale trzeba je dobrze zdiagnozować i podjąć właściwą pracę korekcyjno – kompensacyjną z dzieckiem. W Poradni Psychologiczno – Pedagogicznej w Janowie pracuję już kilkanaście lat i na co dzień spotykam się z różnymi problemami dzieci, również w czytaniu i pisaniu - podstawowymi umiejętnościami ucznia. Nie zawsze problemy te wynikają z dysfunkcji naszego organizmu, czasami przyczyny są zupełnie inne, jak na przykład błędy edukacyjne, brak motywacji, albo ogólne bardzo słabe możliwości intelektualne dziecka. Tu jednak bez dobrej, pełnej diagnozy psychologicznej i medycznej nie można jednoznacznie stwierdzić, że dziecko, które słabo czyta, bądź też pisze z ogromną ilością błędów jest dyslektykiem lub dysortografikiem. Dopiero pełna diagnoza, niejednokrotnie kilkumiesięczna praca korekcyjno - kompensacyjna daje nam pewność, że problemy dziecka nie są przez niezawinione, a wynikają z pozintelektualnych dysfunkcji. Pracując na co dzień z dyslektykami, staram się im pomóc, ponieważ z autopsji znam ich problem i związane z tym negatywne emocje. Ja niestety nie miałam tego szczęścia i tej możliwości, żeby chronił mnie odpowiedni dokument. One to mają, ale przeraża mnie fakt, że niektórzy rodzice otrzymując do ręki opinię, że jego dziecko jest dyslektyczne, zwalniają je niemalże ze wszystkich jego powinności w zakresie nauki czytania i pisania. Dziecko dyslektyczne ma być chronione przed stresem np. publicznego czytania, ale nie oznacza to, że ma ono nic nie robić, bo niestety bez pracy i mimo wysokich możliwości intelektualnych, jakie prezentuje dyslektyk, bardzo szybko zakończy karierę szkolną. Wysoka inteligencja i „papier o dysleksji” nie są żadną gwarancją sukcesu. Żeby coś osiągnąć trzeba jeszcze pracy i wytrwałości - i to staram się wpoić i własnym dzieciom, które chyba po mamusi mają podobne problemy i dzieciom uczestniczącym w moich zajęciach.

Pedagog PPP w Janowie Lubelskim








Stronę należy przeglądać za pomocą : OPERY oraz INTERNET EXPLORER
'Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat' ... Janusz Korczak




Stronę odwiedziło:

osób..




Strona główna

Aktualności

Kadra

Zadania

Inne działania

Artykuły

Porady

Galeria




stronę wykonała:
Iga Cz.